
Major niebawem zmarł, lecz jego prorocze idee pozostały żywe. Niektórzy twierdzili, że są to idee nieśmiertelne, ponadczasowe.
Najlepiej myśli Majora rozumiały trzy świnie: knur Napoleon – nie najlepszy mówca, znany z tego, że zwykle stawiał na swoim, Snowball – knur nieco bardziej wygadany od Napoleona i (jak mówiono) bardziej bystry, ale nie posiadający tak silnego jak Napoleon charakteru, oraz tucznik Squealer – gruby prosiak o przenikliwym głosie mający wielki dar wymowy, a nadto ciekawą przywarę wywołującą uwielbienie słuchaczy (szczególnie żeńskiej części) – w trakcie swoich przemówień wdzięcznie kręcił ogonkiem.
To właśnie te trzy, wybitne jednostki, opracowały nauki zmarłego mistrza w zwarty system filozoficzny, który nazwali Animalizmem i który jak się okazało na długo wstrząsnął światem.
Nie należy się dziwić, że najbardziej oddanymi słuchaczami świń były dwa pociągowe konie – ogier Boxer i klacz Clover. To się da łatwo wytłumaczyć. Po latach ciężkiej pracy, po latach wykonywania bez cienia sprzeciwu cudzych poleceń, nie łatwo przychodziło im samodzielne myślenie. Uważały, że jest ono zupełnie niepotrzebne – po co bowiem komplikować i tak niełatwe życie. Boxer i Clover posiadały również cudowną zdolność przekładania spraw skomplikowanych na zwyczajny i wszystkim zrozumiały język. To one tłumaczyły pozostałym zwierzętom wszystko, co usłyszały od świń – prosto, jasno, i niezwykle zrozumiale.
Gdy zwierzęta na tajnych nocnych zebraniach rozważały zasady Animalizmu, pan Jones z niewiadomych powodów stale popadał w dekadencką apatię i ogromne przygnębienie.
Niektórzy badacze tego problemu zauważają, że być może historia świata toczyłaby się inaczej gdyby pan Jones, jak już wspomnieliśmy właściciel Folwarku, nie popadał tak często w stan chandry, czym uzasadniał swoje nazbyt częste wizyty w miejscowej karczmie. I zapewne jest w tym trochę racji. Bowiem gdyby któregoś, dość pospolitego wieczoru pan Jones, nie został zbudzony hałasem dobiegającym ze spichlerza, i nie wybiegł-był z batem zrobić tam porządek (wszyscy przecież wiedzą jak straszliwie męczący potrafi być trzydniowy kac), zapewne losy świata potoczyłyby się inaczej.
Bo to wtedy pan Jones, resztkami sił walczący z okropnym bólem głowy, z trzęsącymi się kończynami i okropną suchością w trzewiach, nie zwrócił uwagi na to, że zwierzęta, dlatego wyłamały zamknięte wrota chroniące zapasy, bo były po prostu głodne. Bo gdy on już trzecią dobę topił swoje smutki w przydrożnej karczmie, nikt nie zadbał o należny pracowitym mieszkańcom Folwarku posiłek.
Jones, w szale zbudzonego kaca, z pasją rozdzielał baty. Złośliwie starał się uderzać w najbardziej delikatne miejsca i klął przy tym w sposób, którego autor nie śmie powtarzać.
Lecz wówczas…

_________
Copyright by Witold Skaczkiewicz © 2005-2009
All rights reserverd




