Witold Skaczkiewicz

009 – Część pierwsza – Rozdział trzeci -1

In 009 - Część pierwsza - Rozdział trzeci -1 on 27 kwiecień 2009 at 20:00

2009-04-27-18-59-11_0217

Rozdział trzeci
Gdy ludzie odpoczywali, wśród leczących rany zwierząt pojawiła się niebywała gromada kruków i wron. Zleciały się również inne ptaki, nawet takie, które zazwyczaj omijały tereny Folwarku. Wszystkie zgodnie mówiły, że przybyli tu specjalnie po to, by oddać posługę walczącym, bo to ich obowiązek.
Duża część zwierząt nie darzyła czarnych ptaków zaufaniem. Od dawna widzieli, że niedostatki zwykle ich omijają. Wcześniej, przed wojną, obserwowali, że gdy na przednówku zwierzęta głodowały, to błyszczące pióra i zaokrąglone boczki czarnych ptaków świadczyły o tym, że mają się wyjątkowo dobrze. Wątpiono także w ich uczciwość. Mówiono, że przed rewolucją pan Jones, a właściwie jego żona, pani Jones, wykładała dla nich w specjalnym karmniku same najsmaczniejsze kąski, a one w tajemnicy przed innymi zwierzętami, zazwyczaj nie dzieląc się z nikim, objadały się do syta. Niewiele też pracowały. I zawsze powtarzały, że mają do spełnienia bardzo specjalną misję. Wszyscy wiedzieli, że podczas rewolucji, sędziwy kruk Mojżesz – ojciec, dziad i pradziad niemałej gromadki ptaków – nie wyróżniał się też aktywnością rewolucyjną. Domniemywano, (chociaż tego nigdy nie ujawnił), że nawet mógł być przeciwny tym twórczym przemianom.
Tajemnicą Poliszynela było, że Napoleon czekał na dogodną okazję by raz na zawsze pozbyć się kruków – jakże można było żyć pod jednym niebem z takimi, co twierdzą, że tylko oni potrafią oderwać się od ziemi i szybować wysoko, hen pod niebem. A (jak mówiono) niektórzy to ponoć lecieli nawet jeszcze wyżej. Tam (jak mówiono) spotykali się z Najwyższym – tym, który jest stwórcą Prawdziwego Porządku Na Ziemi, tym, za którego wiedzą i zgodą dzieje się wszystko to, co się dzieje.
Niewybaczalny to cynizm, głosić takie zaprzaństwo prosto w oczy świni, która jak wszyscy wiemy ze swojej natury jest przecież nielotna.
Nachalne twierdzenia kruków, że są jedynymi przedstawicielami Najwyższego na ziemi i z tego upoważnienia przemawiają w Jego imieniu, i właśnie, dlatego należy im się stosowny szacunek, równy a nawet większy niż świniom, doprowadzało Napoleona do wściekłości.
Dziwnym zbiegiem okoliczności, zawsze, gdy gotował się by poprzetrącać im skrzydła, ptaki te gdzieś się chowały lub bezczelnie siadały na gałęziach najwyższego drzewa. Stamtąd krakanie ich słychać było o wiele lepiej niż by sobie tego Napoleon życzył. Nie mogąc pozbyć się tej zarazy, postanowił zmienić front i wydał rozporządzenie, by czarnym braciom podsypywać codziennie trochę ziarna – „Obłaskawimy, a gdy trochę przytyją wytępimy co do sztuki, chyba że zaczną krakać co im się każe” – mawiał sam do siebie.
Inne podniebne stworzenia, również głosiły, że mają dar wzlatywania wysoko… Też zapewniały, że mają kontakt z Najwyższym, i również twierdziły, że to one zostały wybrane by głosić Najwyższe Słowo.

2009-04-27-16-14-02_0101

_________

Copyright by Witold Skaczkiewicz © 2005-2009
All rights reserverd